Światowy Dzień Mokradeł 2025
Światowy Dzień Mokradeł (Mokradła dla naszej wspólnej przyszłości)
World Wetlands Day (Wetlands for Our Common Future)
Jak co roku zwracamy szczególną uwagę z początkiem lutego na tereny podmokłe i ich kluczową rolę w naszym przetrwaniu, ochronie bioróżnorodności i klimatu. Światowy Dzień Mokradeł obchodzony jest od 1997 roku na pamiątkę Konwencji Ramsarskiej (Konwencja o obszarach wodno-błotnych mających znaczenie międzynarodowe, zwłaszcza jako środowisko życiowe ptactwa wodnego), podpisanej właśnie 2 lutego 1971 roku. Zajrzyj na oficjalną stronę Konwencji (kliknij tutaj lub w logo na końcu tekstu).

I choć pierwotnie głównym motywem wybrzmiewającym są ptaki związane z terenami podmokłymi wszelkiej maści, to niezaprzeczalnie coraz większa presja cywilizacji ludzkiej na Ziemię daje na każdym kroku znać o tym, jak konieczne jest zaopiekowanie się ekosystemami.
Woda to życie, wystarczy spojrzeć na nasz skład chemiczny – ponad 60% naszego składu to właśnie woda. Jako uniwersalny rozpuszczalnik i środowisko reakcji umożliwia zachodzenie niezliczonych przemian chemicznych w żywych organizmach, jak i w glebie, środowisku wodnym i powietrzu. Stanowi niesamowity związek chemiczny o wielkiej pojemności cieplnej, dzięki czemu możemy pocić się za jej pomocą i oddawać nadmiar ciepła, podobnie jak zionący pies. A teraz czas na porównanie tego z ekosystemem jako złożonym układem, niby „ponad-organizmem” – parowanie wody z gleby, liści i powierzchni wody również umożliwia regulację temperatury. A zatem osuszanie, likwidacja zieleni, erozja gleby i jej odsłanianie mają negatywny skutek. Oczywiście, woda mając takie właściwości fizyczne staje się jednocześnie poważnym (z racji powszechności) gazem cieplarnianym, dlatego tylko poprzez zrozumienie wzajemnych zależności przyrodniczych pozwoli nam przetrwać.

A zależności te panują między organizmami żywymi i środowiskiem abiotycznym, czyli elementami nieożywionymi. Wydobywamy uwięzioną przez tysiąclecia wodę, regulujemy rzeki wedle widzi-mi-się lub jako plasterek na ranę po zdewastowaniu prawidłowych parametrów przepływu i akumulacji wody. Pogłębiamy dna rzek nie bacząc na odmienny niż kiedykolwiek czynnik opadowy, a zatem zasilanie koryt rzek w jednostce czasu. Mówimy o wielkich możliwościach samooczyszczania rzek, zapominając, że jest to możliwe dzięki mikroorganizmom w nich mieszkających, a które z łatwością potrafimy wybić.

Za nic mamy miejskie źródliska (potrafimy zbudować drogi i pozyskać fundusze, ale nie sposób odkupić cenne podmokłe działki, błąd przeszłości) (zobacz stale rozpatrywany wniosek o nowy zespół przyrodniczo-krajobrazowy w Zielonej Górze; kliknij). Potrafimy jednym podpisem wylesić całe areały, zabudować każdą biologicznie czynną powierzchnię w mieście, a powoływanie parków narodowych budzi potężny opór (choć w tym roku pojawiły się nadzieje na nowy park narodowy na północnym zachodzie kraju i międzynarodowy projekt ochrony Karpat).

Mokradła dla naszej wspólnej przyszłości – to wielkie hasło, pełne prawdy. Woda to życie. Woda to też zniszczenie, woda to żywioł – aż za dobrze pokazała to powódź w poprzednim roku. Sam odczułem widmo zagrożenia, a klęska obnażyła indolencję i ignorancję tak często służb, samorządów, jak i rządu. Niestety w przypadku mojej wsi najlepiej ludzie radzili sobie sami, skoro na starcie zostaliśmy zostawieni sami sobie w dużej mierze. W wielu przypadkach czapki z głów, ale niestety żyjemy w okresie dominacji pseudowiedzy, wydasizmu (wydaje mi się, że…) i specjalistów internetowych (wsłuchiwałem się w liczne rozmowy przy okazji pakowania piachu w worki – wspólny cel i działanie zrodził wielkiego ducha, coś niesamowitego, ale ciężko słuchać opinii o retencji, przepływie, rozlewiskach z ust osób, które nie są w stanie poprawnie wypowiedzieć „zbiornik retencyjny”).

Był czas, że nie wiedza od celebryty i garniturowca zza mównicy sejmowej, a z podręcznika poddanego recenzji naukowej liczyła się w dyskusji. Jako przyrodnicy od lat mówimy o możliwych konsekwencjach zmian klimatu, kierunkach tych zmian, o utracie bioróżnorodności gatunków, jak i ekosystemów.
Żyjemy oparci o podobne potrzeby globalne jak każdy organizm żywy na tej planecie. Prędzej czy później utrata tego świata dla tych „znikających z ciszy” dotknie i nas. Uszanujmy zatem i mokradła, nawet gdy dręczą nas komary (które paradoksalnie oczyszczają wodę w miastach… zobacz tutaj; kliknij). Uszanujmy płazy, mchy i porosty. Wszyscy jesteśmy złączeni w ogromny obieg materii i przepływ energii, zgodnie z podstawowymi prawidłami ekologii sensu stricto.

Gdy mowa o przemyśle – trzeba tam wody. Gdy mowa o rolnictwie – mowa o wodzie. I na bogów pradawnych i wszystko co święte, każda produkcja tak zwierzęca, tak roślinna wymaga nakładów wody. Dlaczego? Wracamy do punktu wyjścia – woda to jeden z podstawowych składników budulcowych organizmów żywych. Mówimy karcąco (słusznie) o wylesianiu Indonezji, Borneo, Amazonii na rzecz oleju palmowego, ale i soi czy produkcji mięsnej. Mówimy o cierpieniu wybranych zwierząt, ale mało kto przejmuje się kręgowcami innymi niż ptaki i ssaki oraz bezkręgowcami. Mówimy o byciu wege, ale mało kto z entuzjastów rozumie, że to co trafia i u niego na talerz, zostało okupione śmiercią – wszak w miejscu uprawy nic innego rosnąć nie mogło, a to co chciało zjeść obiekt uprawy musiało obejść się smakiem lub zostać zabite. Tak, mili moi, paradoksem życia jest śmierć. Wraca pieśń przewodnia z „Króla Lwa” pt. „Życia Krąg”. A w ekologii – znowu – obieg materii.

Problemem primo zatem jest KONSUMCJONIZM, EGOIZM i NIENASYCENIE. I to dlatego jesteśmy w ciemnym przedsionku ujścia jelita grubego. Co z tego, że ¾ powierzchni globu pokrywa woda, skoro to niemal zupełnie woda słona, niezdatna do picia? Szacuje się, że do bieżącego 2025 roku nawet 1,8 miliarda ludzi nie będzie miała dostępu do wystarczającej ilości wody słodkiej (zobacz; kliknij). Deficyt wody jest jedną z głównych przyczyn migracji ludności, co nie jest dziwne! A dlaczego po dziś dzień w Afryce występują ogromne migracje kopytnych, ptaków i ich drapieżników? Pora deszczowa/ pora sucha – dzwoni coś? My, ssaki, mamy nawet wyczulony węch względem wody. Kojarzysz zapach deszczu? To nie do końca deszcz, przecież czysta woda jest bezwonna. Żyjące w glebie promieniowce wytwarzają geosminę. To właśnie ten związek chemiczny wyczuwamy. Ta niezwykła adaptacja jest niczym surwiwalowy biologiczny kompas. Geosmina obok innych związków chemicznych poddawanych degradacji, utlenianiu i nitrowaniu wpływa na ten charakterystyczny zapach wilgotnej ziemi. Zapach ten nazywamy petrichor (kliknij, zobacz).
Woda łączy cały świat poprzez opady, akumulację (w tym w organizmach żywych), spływ, przesiąkanie… Nauczmy się zatem dla dobra naszej cywilizacji i dla dobra życia na Ziemi traktować ją jako dobro wspólne. Zacznijmy od mokradeł.

Inne materiały:
Światowy Dzień Mokradeł 2023, artykuł sprzed dwóch edycji obchodów.
Audiovideo dla nielubiących czytać - rozważania wokół cytatu, odsłona 01/2023. Oryginalny tekst na stronie zywaedukacja.com.pl (nazwa linku: https://zywaedukacja.com.pl/pl/przyrodaart/884-cytat01-2023-art). Gorąco zapraszam w to miejsce, Znajdziesz tam masę ciekawostek i wiedzy o przyrodzie!
Uwaga: ilustracje użyte na tej stronie zostały wygenerowane przy pomocy sztucznej inteligencji w programie Canva. (AI content)
Odsłony: 445






