powrót do listy galerii wizyt w Pienińskim Parku Narodowym
lipiec 2024
Można mi wziąć to za złe, ale nie należę do osób, które maniakalnie siedzą przed wyjazdem i czytają dosłownie każdą porcję informacji o celu podróży. Ma to wady i ma to zalety. Na pewno wśród tych pierwszych jest to, że z łatwością da się przeoczyć coś naprawdę ciekawego i wartego zobaczenia. Zaletą zaś jest to, że człowiek się nie zamęcza wizją "odhaczania" punktów na trasie jak kolejnych tazosów w albumie, przez co ma większą szansę wypocząć i napawać się tym, co mimowolnie zobaczy. Należę do osób potrzebujących czasu na trasie - pochylę się nad mchem, żuczkiem, przyjrzę się drzewom, wsłucham w ptaki... Nie znoszę wręcz gonitwy w przyrodzie. Pierwszego dnia byłem sponiewierany jazdą do Szczawnicy, która dobiła mnie po naprawdę serii miesięcy bez wytchnienia. Dlatego na start wyraziłem chęć zobaczenia czegoś owszem konkretnego, ale nie aż nadto angażującego. Och, ja naiwny, gdy wybraliśmy na pierwszy strzał rezerwat "Wąwóz Homole" w obszarze Natura 2000 "Małe Pieniny" i szczyt Wysoką...

Zaczęło się niewinnie. Kwadrans jazdy ze Szczawnicy na wschód, miejscowość Jaworki, a tam parking (miejsca sporo, postój płatny). I rozpoczęcie pochodu. Łagodne podejście, tablica witająca z nazwą rezerwatu, wiatka, tablice informacyjne Lasów Państwowych, w tym o gatunkach chronionych roślin (dość mocno przestarzała tablica - statusy ochronne bardzo się zmieniły). Po wkroczeniu do Wąwozu Homole konsekwentnie idzie się wyżej i wyżej, czasem prostą ścieżką, a czasem krętą. Widoki bajecznie malownicze - skały (jura, kreda), masa zieleni i potok Kamionka. To właśnie Kamionka stale żłobi wąwóz, który jednocześnie stanowi granicę Karpat Zewnętrznych i Karpat Wewnętrznych. Spacer to sama przyjemność (no, może poza masą ludzi, czasem trzeba wyhamować, czasem porzucić miłe rozmyślania na rzecz niestety trafiających się troglodytów). Na finale dochodzi się do polanki (Dubantowska Polana), gdzie goście na trasie chętnie odpoczywają. To poczucie sielanki stanowi zdradliwe preludium do tego, co nadejdzie...






Babka średnia (Plantago media).
Zanokcica zielona (Asplenium viride) i kupki zarodni na spodniej stronie liścia.
Szelężnik większy (Rhinanthus serotinus) - powszechna w Pieninach roślina półpasożytnicza, istotna z punktu widzenia formowania się zbiorowisk łąkowych. Pasożytująć na trawach powoduje, że zwiększa się udział roślin zielnych nie będących trawami, co z kolei modyfikuje układy ekologiczne. Finałem jest wysoka bioróżnorodność.
Zanokcica murowa (Asplenium ruta-muraria) - powszechna w Polsce zanokcica, spotykana również w miastach rosnąca w zacienieniu wśrod cementowych spoin między cegłami.


Po krótkim odpoczynku wróciliśmy do wędrówki. Koszmar zaczął się już po chwili. Pochód w pełnym słońcu przez łąki kserotermiczne (silnie nasłonecznione i nagrzane łąki, podlegające ochronnym koszeniom i wypasom zwierząt - Dubantowska Polana, Jeremiska, Polana pod Wysoką - powstałe na terenach porolnych), idąc pod górę, choć jeszcze łagodnie, po kamienistych ścieżkach był wyzwaniem dla wszystkich. Ratunkiem były co jakiś czas rosnące pojedyncze drzewa - jesiony i jawory, które dając cień pozwalały wziąć oddech i zaznać chłodu. Oj, każdemu antyfanowi drzew przydałaby się taka wędrówka. Myślę, że miłość do drzew skiełkuje momentalnie. Po łagodnym podejściu nagle pojawiła się stroma, niemal pionowa, ściana aż błyszcząca od tysięcy butów, które ją wypolerowały. Łańcuchy pomagały wejść wyżej, do lasu, ale spracowane łydki i stopy krzyczały. Niektórzy siadali i walczyli o każdy oddech, inni pytali schodzących już ze szczytu "Daleko jeszcze?". I nie dodawała otuchy odpowiedź "Niby niedaleko, ale to nie koniec atrakcji".


Ta wanienka ratowała iście życia ;) Jak już będziecie tutaj, przyjrzyjcie się. A zobaczycie w kryształowej wodzie masę pijawek. Nie, nie brzydźcie się. Zwyczajnie się przyjrzyjcie im.

Galas szypszyńca różanego (Diplolepis rosae - zobacz więcej o tym galasie) - zobacz artykuł o galasach, kliknij.
Galas ochojnika świerkowo-modrzewiowego (Adelges laricis Vallot - zobacz więcej o tym galasie) - zobacz artykuł o galasach, kliknij.

Górówka medea (Erebia aethiops) - piękna rusałka napotkana po drodze.
Nie można jednak odmówić sobie zachwytu nad panoramami, które rozciągały się wokół za sprawą pełnej widoczności tego, co wokół. Po wejśćiu po "ścianie płaczu" pochód trwał dalej, ale już głównie w cieniu lasu na wysokościach. Po drodze należało zmierzyć się jeszcze z niewygodami (ale przecież to góry, nie salon SPA!) - schodami, skałkami, a te łydki, kolana i stopy krzyczały o litość. Finałem spaceru były ostatnie kamienne schody, które po chwili pozwoliły zaznać najwyższego szczytu Pienin, Wysokiej (1050 m n.p.m.). Jakże pięknie prezentują się w oddali Tatry, fani filmów "Władca Pierścieni" czy "Hobbit" z pewnością docenią te wrażenia estetyczne. Wśród sponiewieranych wspinaczką turystów latały trzy pazie królowej mające za nic grupę ludzi. Czasem nawet przysiadały na chwilę to na głowie, to na plecach, po czym wracały do tego charakterystycznego lotu. Magia.
Po zejściu udaliśmy się na obiad, a w samochodzie zabrakło jednej funkcji - "autopowrotu". Trzeba było niestety deptać po pedałach, a kolejnego dnia człowiek oddał się już tylko kontemplacji Szczawnicy. Wszystko po to, aby za dwa dni oddać się innym uciechom, ale nie aż tak tetsujących charyzmę. Dwa dni od wejścia na Wysoką, zdobyliśmy Sokolicę i zobaczyliśmy sławną na cały kraj sosnę z Sokolicy. Sosna ta stanowi symbol Pienińskiego Parku Narodowego - i to od niej zaczęliśmy faktycznie zwiedzanie parku narodowego, ponieważ Szczawnica i Jaworki leżą poza nim, choć owszem w Pieninach.









powrót do listy galerii wizyt w Pienińskim Parku Narodowym
Odsłony: 1645